Gra była warta świeczki. A nawet stu i więcej świec. Ledowych co prawda, ale migoczących jak prawdziwe, żywe ognie. W ich rozedrganym blasku płynęła sobie muzyka, ale uruchamiał ją, wydobywał z fortepianu i własnej duszy maestro Konrad Waszczyk. Grał jak natchniony. I wydawało się, w złudzeniu muzyczno-optycznym, jakby ta muzyka muskała, raz silniej, raz słabiej, płomyki świec, a one, targane jej tchnieniem, raz przygasały, raz rozjaśniały się żywiej. Tak jak ludzie, słuchacze, oczarowani, zahipnotyzowani, zgromadzeni w Sali Pinottiego, na brzeskim zamku.
Dlatego repertuar dzisiejszego wieczoru muzycznego nie mógł być przypadkowy. Hans Zimmer, Ludovico Einaudi i inni. Prawdziwi czarodzieje współczesnej muzyki. Następcy Bacha, Mozarta i Chopina. Hipnotyzerzy dusz wrażliwych na piękno. Dostawcy niebanalnych wzruszeń. Oraz ich przedstawiciel, ich posłaniec, Konrad Waszczyk, który dzisiaj dał na brzeskim zamku hipnotyzujący koncert muzyki pełnej emocji, jak te pełgające, płożące się, uginające w tanecznych pląsach płomyki setek świec. Półtoragodzinna nieprzerwana kompilacja nastrojowych, trafiających prosto do serca utworów, genialnie zaaranżowanych na fortepian. W tym dużo znanej muzyki filmowej, niosącej szczególnie silny ładunek emocjonalny i wywołującej wiele wspomnień i wzruszeń z różnych okresów naszego życia.
Powodzenie!
Niepowodzenie!