„Srebrne orły”, czyli „historia w literaturę przekuwana”

„Srebrne orły”, czyli „historia w literaturę przekuwana”

Przypominając dzisiaj, w Światowy Dzień Książki i Praw Autorskich, o spotkaniu w Klubie Książki Herbacianej w najbliższy piątek (godz. 18, Sala Konferencyjna), trzeba uczciwie powiedzieć, że autor, któremu to spotkanie będzie poświęcone, i jego książki – nie jest to literatura, o której się mówi: „lekka, łatwa i przyjemna”.

Data publikacji:

I to ma być zachęta do lektury? – ktoś zapyta. Ale przecież i tak nikt nic nie czyta, jak głosi pierwsze prawo Lema, a jak czyta, to nie rozumie – głosi drugie w tym żartobliwym aforyzmie prawo, a jak nawet rozumie, to – trzecie prawo – natychmiast zapomina. I właśnie chodzi o to, aby, mając świadomość tych praw, jakoś im się przeciwstawić. To znaczy, po pierwsze: czytać, po drugie: czytać ze zrozumieniem, po trzecie: jak najwięcej z tego, co się przeczytało i zrozumiało, zapamiętać. Tej trzeciej sprawie sprzyjają rozmowy o książkach, dyskusje, opowiadanie sobie nawzajem ich treści, pisanie recenzji.

Oto Teodor Parnicki (1908-1988), który historię przekuwał w literaturę, i kolekcja jego książek, której część widać na załączonym zdjęciu, wśród nich „Srebrne orły” – główny temat przyszłego spotkania w Klubie Książki Herbacianej – powieść napisana i wydana w 1944 roku w Jerozolimie, „gdzie sprawy Rzymu Ottona III, Grzegorza V i Sylwestra II – jak pisze o niej w swoim pierwszym liście do Jerzego Giedroycia sam autor – splatają się mocno ze sprawą Polski Chrobrego – jest to przy tym książka podkreślająca bardzo silnie związek państwowości i kultury polskiej w jej zaraniu z Zachodem, z Rzymem, z łacińskością”. „Cokolwiek by się zarzucało tej przedziwnej kolekcji [...] – pisze w szkicu z 1972 roku Wojciech Skalmowski – trudno oprzeć się wrażeniu wielkości. To mirabilium zostało zmajstrowane przez duże M. Parnicki nigdy nie błądzi w wyczarowanej przez siebie mgle – błądzi jedynie pozostawiony o kilka długości w tyle czytelnik, który nie jest w stanie wszystkiego zapamiętać, skojarzyć i powiązać. I tego się od niego oczekuje – bona fide. Niech zwątpi w możliwość dotarcia do dna – bo może naprawdę nie ma dna?! Niech zazna smaku nieskończonej wszechkomplikacji – bo może naprawdę wszystko jest nieskończenie skomplikowane?!”

Udostępnij ten wpis

Data publikacji:

Aktualności Może Cię zainteresować...

Powodzenie!

Niepowodzenie!